Zmotywować faceta do ćwiczeń

Pytanie „jak zmotywować faceta do ćwiczeń i do zdrowego trybu życia” powraca jak bumerang. Dostajemy je w mailach, czytamy w komentarzach, na internetowych forach, swoją frustracją dzielą się czasami także nasze przyjaciółki. I rzeczywiście, to może być powód solidnej frustracji: ty dbasz o zdrowie, dobrze się odżywiasz, trenujesz, a twój facet...

A twój facet najwyraźniej nie chce się z tobą zestarzeć i planuje wczesny zawał lub rychłą cukrzycę.

Na szczęście na wszystko jest sposób i pomysłów na to, jak skłonić ukochanego do tego, by wziął się za siebie, jest naprawdę wiele. Jeśli nie zadziała jeden – a nawet najlepsze pomysły nie zawsze działają, chociażby dlatego, że każdy z nas jest inny – to można sięgnąć po drugi. Dzisiaj przybliżymy garść takich pomysłów. Zrobimy to jednak w trochę nietypowy sposób: w liście fikcyjnej czytelniczki, która trafiła na faceta z piekła rodem. Spróbowała chyba wszystkiego i... nic nie pomogło!

Nie zostawimy jej jednak bez pomocy – jej problemom spróbuje zaradzić ekspert. Również z piekła rodem!

Oto list:

Droga Redakcjo

Z moim narzeczonym jesteśmy już kilka lat. Kiedy się poznaliśmy, był wysoki, szczupły, wysportowany i pełen energii. Kiedy latem szłam z nim przez plażę, dosłownie zdrapywałam z niego spojrzenia innych kobiet. To jednak zaczęło się zmieniać, kiedy dostał nową pracę. Nie pracował co prawda strasznie długo, ale twierdził, że zaczyna mu brakować czasu, więc po paru miesiącach zrezygnował ze sportu. . Zaczął też sięgać po drożdżówki, słodycze i inne niezbyt zdrowie, „biurowe” przekąski.

Kiedy wracał do domu, nie miał już ochoty na nic więcej, jak tylko siąść przed telewizorem lub konsolą, często z piwem albo colą (mówił, że to dla orzeźwienia). Na efekty nie trzeba było długo czekać: od dawna nie jest już ani szczupły, ani wysportowany, ani pełen energii.

I jak tak dalej pójdzie, to wysoki też wkrótce nie będzie, bo go grawitacja przygniecie.

W ciągu roku przytył z 20 kilogramów i... najgorsze jest to, że chyba zupełnie mu to nie przeszkadza.  Zrobiłam kiedyś przegląd zdjęć sprzed kilku lat. Niby od niechcenia, ale tak naprawdę to specjalnie: wyczytałam w Internecie, że to dobry pomysł, bo wielu facetom przeszkadza, kiedy z wiekiem stają się mniej atrakcyjni. I to często motywuje ich to do wzięcia się za siebie.

Niestety, mój luby spojrzał na te zdjęcia sprzed 20 kilogramów (teraz to już może nawet 30) i uznał, że... zmężniał.

Kiedy policzyłam mu BMI i wyszło czarno na białym, że jest otyły, uznał, że jest po prostu dobrze zbudowany, a poza tym ma grube kości.

Jakbym słyszała Obeliksa!

W tym momencie było już jasne,, że on nie zrobi pierwszego kroku, uznałam więc, że  zrobię go za niego. I kupiłam nam karnety na siłownię. Nam obojgu, bo wyczytałam, że obecność drugiej osoby działa motywująco, a ćwiczenia są przyjemniejsze.

Cóż, na długo tej motywacji i przyjemności nie starczyło...

W czasie pierwszej wizyty w siłowni mój facet spotkał kolegę, któremu karnet akurat się kończył. Co zrobił mój luby? Przehandlował swój karnet za... ups, przepraszam: odstąpił swój karnet koledze, a ten zrewanżował mu się skrzynką piwa.

Dalej było już z górki. Kiedy konsekwentnie i z właściwą sobie subtelnością podsuwałam mu informacje o zdrowotnych skutkach nadwagi, otyłości, braku aktywności fizycznej, on równie konsekwentnie i również z właściwą sobie subtelnością odpowiadał „najpierw masa, potem rzeźba”, po czym odrywał się od telewizora tylko po to, by splądrować lodówkę.

Przez kilka dni wydawało się, że inny pomysł – ze wspólnymi spacerami zamiast randek w restauracjach – zaczął działać. Niestety, w ciągu tygodnia on tak zoptymalizował trasę spacerów, że zaliczaliśmy po drodze dwie budy z kebabem, jedną burgerownię i pizzerię w ramach wielkiego finału.

Zrezygnowałam. Uznałam, że zdrowiej będzie siedzieć w domu.

Potem zaproponowałam mu dietę. Powiedział, że nie ma mowy. Obiecałam, że będziemy na diecie razem – będę jadła to samo, co on, żeby go wspierać i nie kusić łakociami z mojego talerza. Zgodził się niechętnie... ale się zgodził!

Radość trwała jednak jeszcze krócej, niż poprzednio. Już podczas pierwszego obiadu oprócz swojej porcji zjadł też pół mojej (zjadłby całą, gdyby nie to, że też jadłam), a kolację poprawił litrową butelką coli („przecież napoje się nie liczą!”)

A dzień później okrutnie zemścił się na mnie pomysł spacerów.

Okazało się, że mając dzięki nim rozpracowaną lokalizację wszystkich okolicznych fast foodów, zaczął się w nich stołować. Twierdzi, że po to, żeby zbilansować dietę!

Wreszcie zrezygnowana uznałam, że nic na siłę. Od pół roku jedynie świecę przykładem. Jem mnóstwo warzyw i zieleniny. Jedyny efekt jest taki, że on zaczął do mnie mówić „króliczku”.

Pomocy! Nie wiem, co robić! Nawet pierwsze symptomy kłopotów zdrowotnych nie przemawiają mu do rozsądku. Kiedy pokazałam mu artykuł, z którego wynika, że nadpotliwość, z którą się boryka, jest prawdopodobnie efektem nadwagi, to on w ramach walki z tym przykrym problemem wykluczył z diety jedynie tramwaje, autobusy i życie towarzyskie...

Skończyły mi się pomysły, doradźcie coś...

Rzeczywiście, wygląda na to, że niewiele jest standardowych metod, po które nasza bohaterka nie sięgnęła. W takiej sytuacji może pojawić się pokusa, by sięgnąć po niestandardowe, zaproponowane przez naszego eksperta – również z piekła rodem! – który w poszukiwaniu inspiracji przeszukał najmroczniejsze otchłanie Internetu.

Jak zmotywować faceta do ćwiczeń, sposób nr 1: technologia.

Sytuacja istotnie jest ciężka – ale nie beznadziejna! Zacznijmy może od sposobu „po dobroci”, który pomoże zmotywować faceta do ćwiczeń.

Jak wiadomo, faceci uwielbiają elektroniczne gadżety. Zwykle wystarczy wyposażyć faceta w czujnik tętna, krokomierz, sportową kamerkę do dokumentowania wysiłku oraz najnowszą komórkę z zainstalowaną aplikacją z planami treningowymi, by zmobilizował on swoje cztery litery do wysiłku.

Mamy tu oczywiście na myśli nogi – to nogi ma zmobilizować do wysiłku!

(Na marginesie: z technicznego punktu widzenia, aplikację z planami treningowymi można zainstalować również na starej komórce i będzie na niej działać równie dobrze, jak na najnowszej. Niestety, stara komórka będzie miała jedną, dyskwalifikującą wadę. Nie będzie najnowsza.)

Czasami jednak nawet to zawodzi – co wtedy? Nie zrażaj się. Jak mówi przysłowie: jeśli rozwiązanie siłowe nie działa, weź większy młotek.

Kup drona.

Drona jak najbardziej tradycyjnego, jednak z małym haczykiem. A właściwie z hackiem.

Sposób z dronem nie jest najprostszy i będzie wymagać od ciebie umiejętności sabotażu i dywersji. Nagroda będzie jednak warta włożonego trudu!

Metoda sprowadza się do tego, by w czasie, gdy twój facet będzie oddawał się rozkoszom pilotażu, podmienić mu kontroler do drona lub – zawczasu – zhackować urządzenie tak, byś mogła sterować nim ze swojej komórki. Kiedy przejmiesz kontrolę nad dronem, skieruj go poza miasto i wyląduj po dwóch kilometrach. Nawet jeśli twój facet w życiu przebiegł jedynie 60 metrów na WF w piątej klasie podstawówki, to i tak puści się za dronem w szaleńczą pogoń.

Bo facet pobiegnie wszędzie za swoim elektronicznym gadżetem.

Nie poprzestawaj jednak na jednym biegu i stopniowo zwiększaj dystans, na który wysyłasz drona. Jeśli będziesz przebiegła, twój facet nie zorientuje się, że coś jest nie tak, nawet kiedy wyjdzie „polatać dronem” z numerem startowym na piersi, wokół niego znajdzie się kilka tysięcy osób, a dron niesamowitym zrządzeniem losu będzie poruszał się trasą Orlen Maratonu.

Jak zmotywować faceta do ćwiczeń, sposób nr 2: psychologiczna presja.

Sposób numer jeden jest praktycznie niezawodny, ale ma pewną oczywistą wadę: nie jest najtańszy. No a poza tym, twój facet był ewidentnie niegrzecznym chłopcem, a ty masz mu kupować gadżety? W nagrodę za złe zachowanie? To niepedagogiczne!

Dlatego alternatywnie, można spróbować wytrącić partnera z błogiego poczucia komfortu i bezpieczeństwa. A co może nim bardziej zachwiać, niż obawa, że nie jest bezkonkurencyjny i [czytamy głosem Krystyny Czubówny] jego pozycja samca u twojego boku może być zagrożona? No właśnie.

Oczywiście nie mówimy tu o tradycyjnym szantażu „jak nie schudniesz, to cię rzucę”, ale o presji wyrafinowanej i delikatnej.

Aby ją wywrzeć, zapisz się na siłownię z koleżanką. Wybierz taką, która nie ma partnera lub ma partnera dość wyrozumiałego i mało zazdrosnego. Następnie wybierzcie najbardziej przystojnego trenera na siłowni. Namówcie go, by w stroju służbowym (czyli eksponującym biceps t-shircie) zrobił sobie kilka serdecznych zdjęć z koleżanką. Mogą one przedstawiać na przykład niezobowiązujący uścisk na przywitanie (serduszko doklejone w Instagramie nie zawadzi). Albo Trenera skupionego na bezpośredniej kontroli pracy mięśni ud koleżanki. Zdjęcia – od niechcenia, niby przypadkiem – pokazuj swojemu facetowi.

Jeśli nie zrobią na nim wrażenia, przystąp do realizacji drugiej części planu. Wygląda zasadniczo tak samo, jak pierwsza, tylko tym razem to koleżanka będzie robić zdjęcia tobie.

I trenerowi, oczywiście.

Nie zapomnij wkleić serduszka!

Jak zmobilizować faceta do ćwiczeń, sposób nr 3: seks.

Jeśli podstępy, nawet stosowane w szczytnym celu, są ci obce, proponuję jeszcze jedno rozwiązanie na zmotywować faceta do ćwiczeń. Czerpie ono inspirację z oszałamiającego sukcesu akcji „nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”.

Jak wszyscy doskonale pamiętamy, efektem pierwszych miesięcy akcji (zauważalnym oczywiście ze stosownym opóźnieniem) był najpierw spadek liczby urodzin. Potem – eksplozja demograficzna, gdy widząc, że kobiety nie żartują, faceci rzucili się do „Naszej szkapy”, „Antka” i „Państwa” Platona. I wrócili w łaski swoich partnerek.

Mobilizację seksem (a właściwie jego brakiem) należy przeprowadzić pod hasłem „co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”. Hasło to w zasadzie tłumaczy istotę metody, ale przybliżę ją tak czy inaczej, by omówić niektóre szczegółowe kwestie.

Metoda polega na tym, że pewnego pięknego poranka oświadczasz swojemu lubemu, że na miłosne igraszki może liczyć jedynie wtedy, kiedy uda mu się ciebie dogonić na założonym z góry dystansie. Dobrym pomysłem będzie tu 5 km.

...

Chociaż chyba nie, za duże ryzyko, że trzeba byłoby wzywać karetkę... Jednak 3 km byłyby bardziej medycznie odpowiedzialne... Ale dla bezpieczeństwa może jeszcze trochę...

...no więc dobrym pomysłem będą tu 2 km. Tak jak z dronem!

Trzeba jednak pamiętać, że brak sukcesu przez dłuższy czas może podkopać wiarę twojego faceta we własne siły. Może odebrać mu motywację. Dlatego warto – po jakimś tygodniu – po prostu dać się złapać. Weź go wtedy ledwo dyszącego za rękę, pocałuj czule w czoło i pójdźcie do domu.

A kiedy zatrzasną się za wami drzwi sypialni, powiedz mu, że dzisiaj boli cię głowa.

Jeśli nie dostanie zawału, to znaczy, że jest już w jako takiej formie.

Możesz wtedy dodać, że żartowałaś!

***

Dobrze, eksperta z piekła rodem chyba już wystarczy. Mamy nadzieję, że żadnej z was nie przyszło do głowy stosować się do tych (anty)porad! ;-)

Teraz kolej na Was!

Wiemy, że wiele z was ma podobne problemy: jak wam udało się zmotywować faceta do ćwiczeń lub zdrowego odżywiania? Czy musiałyście sięgać po jakieś niecne rozwiązania, czy wystarczyły bardziej tradycyjne? Podzielcie się swoimi doświadczeniami, nawet tymi, które nie zakończyły się sukcesem.

Niedługo zamierzamy powrócić do tego tematu, jednak tym razem już bez przymrużenia oka, z psychologiem. Porozmawiamy z nim o skutecznej motywacji: jakie argumenty i metody działają, jakie nie – i dlaczego. Może będzie mógł odpowiedzieć wasze pytania? Zostawcie je w komentarzach lub dajcie nam znać na INSTAGRAMIE: https://www.instagram.com/tvbeactive/ :-)

Zapisz się na Newsletter

Co tydzień będziesz otrzymywać powiadomienia o naszych nowych postach

  1. Ten sam problem nic nie działa, zawsze ta sama śpiewka nie będę pajacowac!!! Ale z czego jestem zadowolona to że odżywia się zdrowo razem ze mną 😊to taki mały mój sukces. Nic nie poddaje się o próbuje dalej 💪

  2. No tak. Ciężki przypadek. Większość mężczyzn lubi jak się ich prosi, tyle ze nie wprost. Nie ważne że ćwiczysz z Choda kilka lat lub korzystałas z usług profesojonalnego trenera poproś swojego mężczyznę, aby pokazał ci jak się poprawnie wykonuje ćwiczenia. Niech ci koniecznie pomoże wybrać ciężarki. Poproś, aby raz poszedł z Tobą na siłownie, bo jest tam taki jeden co cię ciagle zaczepia i poucza jak masz ćwiczyć. Tłumaczyłas, ze Twój narzeczony się na tym zna, ale jakoś nie dotarło, wiec potrzebujesz pomocy. Warto tez przypomniec partnerowi, ze zdrowie i sprawność fizyczna to są dalej wasze wspólne wartości. A może liczy się ze zdaniem kogoś w rodzinie. Może jego mamusia da się podpuścić? Na przyszłej teściowej zrobisz wrażenie. No i uda ci się go nakłonić do powrotu do zdrowego stylu życia. Ściskam mocno! Powodzenia!

  3. Przeprowadziłam rozmowę z moich chlopakiem na ten temat, bo nie dość że nie lubi się ruszać, uwielbia jeść niezdrowe rzeczy, palić i pić, to do tego ma łuszczycę. Porady w powyższym artykule mnie trochę rozdrażniły, choć rozumiem, że nie do końca powinnam brać je na poważnie 😉 ja ze swoim chłopakiem przeprowadziłam poważną rozmowę, zresztą niejedną. Argument, że chcę z nim dożyć starości jest dość mocnym dla niego bodźcem żeby sie starać każdego dnia. I choć oboje się potykamy to jesteśmy w tym razem. Jak na razie nie pali już prawie pół roku, sam zadecydował o tym, bez szantażu! 😉 rozmowa, rozmowa, rozmowa! Nie matkujmy, nie szantażujmy 🙂

  4. Dobrym sposobem będzie też zakład :p załóż się z swoim partnerem o coś, kto wygrywa zgarnia nagrodę. Może to być 3km maraton albo 30 minutowe ćwiczenia cokolwiek trochę wyobraźni i do dzieła :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *